Na spontanie być świątecznym

Grudzień to miesiąc, w którym od kilku lat tracę kontrolę nad zdrowym rozsądkiem. Szał prezentów, zakupy internetowe, do których niedawno się przekonałam, i dostosowywanie gniazdka do pary, a nie singla, przetaczają się przeze mnie jak lawiny. Oby opamiętanie przyszło szybciej niż odmowa terminala.

Miało się zacząć od większej lodówki, ale jakoś tak wyszły większe łóżko i większy narożnik – przypadeczek. Dodatkowo cały czas doszkalam się w byciu matką chrzestną, a co za tym idzie – w zabawkach. Grudzień to miesiąc, w którym kilka bardzo ważnych dla mnie osób ma urodziny. Ogólnie urodziny moich bliskich rozkładają mi się średnio – jedne na miesiąc, ale nie w grudniu! Co pociąga za sobą prezenty. Do tego Mikołaj, choinka, itd., itp. Pogubiłam się już w ilości odebranych, czekających i zmierzających do paczkomatów przesyłek. Jednak to wszystko zaliczam do bardzo miłego wydawania pieniędzy. Znacznie mniej miłe jest oczekiwanie na rachunek za gaz, prąd i podliczanie innych comiesięcznych opłat. Jeszcze co miesiąc powinnam odkładać cosik na konkretne przyszłościowe cele, ale w grudniu to Mission Impossible.

Dodatkowo oczywiście życie lubi nas zaskakiwać i samo wymyśla nam prezenty np. na Mikołaja. Ja zostałam zmuszona kupić sobie na Mikołaja nowy akumulator, bo niby dlaczego nie. I jak tak człowiek siądzie i podliczy swoje grudniowe wydatki, to dochodzi tylko do jednego wniosku – kurwa przecież ja tyle nie zarabiam! 😮 To się nazywa MAGIA 😉

Jednak plany i nieplanowane 😉 wydatki na tym się nie kończą – nowy mebel pociąga konieczność przemalowania pokoju, co z kolei wiąże się z wymianą lamp i dokupieniem kilku rzeczy, żeby wyglądało jakby przez to pomieszczenie przeszła ekipa Doroty Szelągowskiej. A do tego pojawia się w głowie szalony pomysł na zainstalowanie nowego domownika. Tak oto tworzy się worek bez dna. Jednak resztki zdrowego rozsądku podpowiadają – są jeszcze inne miesiące – zostaw to na nowy rok – to już niedługo – dasz radę.

Tak patrzę sobie po ramionach i zastanawiam się, na którym siedzi „aniołek”, a na którym diabełek. Trudno rozróżnić bo oba są ubrane w szeleszczące spódniczki z zielonych stóweczek, które opadają jak liście z drzew jesienią. A jak tak stracą spódniczki to zamarzną? A ch.. wie.

Tym optymistycznym akcentem życzę Wszystkim Spokojnych i Wesołych Świąt!!!