Startujemy w nowy rok!!!

I tak to przyszedł ostatni dzień kolejnego roku. Tradycyjnie wielu z nas podsumowuje minione 12 miesięcy. W moim życiu w tym roku zmieniło się bardzo dużo. Ale żeby nie było tak słodko, zacznę od babskiego narzekania.

Dziś Sylwester. Brak planów na ten wieczór to psychiczny spokój. Natomiast plany to – masakra. Facet może się ogoli, wyprasuje koszulę, choć przeważnie nie jest to na jego głowie, bo przecież kobiety prasują lepiej. Skupiając się jednak na czysto babskich czynnościach – ich lista przed tym wieczorem jest wystarczająco długa, by oszaleć! A doba nie jest z gumy!!! Trzeba (koniecznie):
– kupić nową sukienkę – oczywista oczywistość
– kupić nowe buty – muszą pasować do nowej sukienki
– te dwie rzeczy pociągają kolejne – torebka, rajstopy, biżuteria, itd. itp.
– pozbyć się zbędnego „zarostu” 😉
– paznokcie, fryzura, makijaż

I to nie jest całość tej listy – tylko wersja maksymalnie skrócona. Nie wspomnę o cateringu, który sam się nie zrobi. Nawet wybierając się do kogoś – tak trochę głupio z pustymi łapami. W tym całym szaleństwie i tak nie mogę zapomnieć, że około północy wszyscy będą odliczać do 2019 roku, a ja do 40 urodzin. Gdy wszyscy będą pluć w piszczałki i puszczać serpentyny, ja będę próbowała utrzymać równowagę, po przyjęciu na siebie 40-tej kuli armatniej. Lądowanie po niezbyt kontrolowanym pikowaniu może być bolesne. Tak wiem, użalam się nad sobą – ale kto mi zabroni! Pomarudzę sobie, bo mogę 😀

Ale tak serio – usłyszałam ostatnio od mojego kumpla, że uciekłam spod topora. Miał powzięty plan – jeśli do moich 40 urodzin nie znajdę sobie faceta, to on kupi mi kota. Ponieważ nie przepadam za tymi stworzeniami, gdyż jestem typową psiarą, bardzo mnie zmotywował 😉

Kota nie będzie, bo prawie od roku jest facet. Wyzbywając się nazewnictwa zoologicznego (czyli nie nazywając go już lwem), nazwę go mężczyzną – moim mężczyzną, z którym zamieszkałam, i który kilka dni temu mi się oświadczył – a ja ze łzami wzruszenia powiedziałam TAK. Jestem szczęśliwa i w takim właśnie stanie wejdę w Nowy Rok. Mam świadomość, że przede mną nowe wyzwania, bo życie w parze też ma swoje blaski i cienie, tak jak bycie singlem.

Od kilku miesięcy przekonuję się, że mam w sobie pokłady cierpliwości, o których istnieniu nie miałam zielonego pojęcia. Są momenty, kiedy mam wrażenie, że te pokłady zaraz się wyczerpią, ale jakoś na razie złoża są obfite.

Życzę Wam i sobie wszystkiego co najlepsze w tym Nowym 2019 Roku. Bądźmy szczęśliwi, a cienie niech trwają krótko, ale czegoś nas uczą, bo ciągła sielanką czasami może się odbić, więc równowaga jest bardzo ważna. Radości i kolorów, chwil ciszy i spokoju i działającego systemu wyrównywania nastrojów – pamiętajcie, że świetnym wspomagaczem tego systemu jest winko w lodówce 😀