Oblizany widelec

Cierpliwości pokłady niezliczone znalazły schronienie w osobie mojej, i zdają się być nieświadome granic zdrowego rozsądku i dobrego smaku. Czy uczucia robią z człowieka miętkiego skorupiaka i obierają go z pancerzyka? I czyż kobieta nie jest istotą, u której zmiany zdania i takie tam niezdecydowanie, zapisane są w kodzie genetycznym?

Nikt nigdy nie mówił, że bycie w związku jest różowe, cukierkowe i usłane płatkami róż – czyli na dłuższą metę do obrzygania. Kiedy spotykają się dwie osoby, które mają bardzo mocne singlowe przyzwyczajenia, szanse powodzenia takiego związku istnieją tylko wtedy, kiedy oboje trochę poluzują. Bo gdy to poluzowywanie należy tylko do jednej strony, to w końcu ta gumka pęknie z wielkim hukiem. Nie będę się jednak powtarzać, bo o sztuce chodzenia na kompromisy już pisałam.

Dziś skupię się na trochę innych aspektach, jednak w dużej mierze związanych z kompromisami. Co nas najbardziej wyprowadza z równowagi? Proza życia codziennego! Pierdoła jest najlepszym mechanizmem uruchamiającym lawinę. Przytoczę tu taką scenkę rodzajową – na szczęście w tym przypadku skończyło się na jednej śniegowej kulce – lawina nie zeszła. Ale to tylko dzięki moim niezliczonym pokładom cierpliwości.

Weekendowy wieczór, cudowne lenistwo przed telewizorem. Pieszczoszek (płci męskiej) wstaje żeby zrobić napoje zabajone, co by lepiej się oglądało. Ksantypa – bo na to wyszło (płci damskiej) obserwuje krzątającego się w kuchni mężczyznę. Dwie szklanki, kostki lodu, dwa różne alkohole, dwa różne dopełniacze – każda płeć ma swoje smaki, na koniec „barman” bierze do ręki widelec, żeby drinki wzburzyć i wymieszać, po czym oblizuje go i odkłada do czystych sztućców. Przez Ksantypę przeskakuje piorun, ale na łopatki rozkłada ją dopiero, jakże szczera odpowiedź „barmana” na pytanie: Co ty zrobiłeś?!
– Zawszę tak robię.

I tu, dla bezpieczeństwa ogółu, Ksantypa wpada w nerwowy śmiech, bo inaczej musiałaby rozszarpać, rozedrzeć, rozdrobnić, rozczłonkować i takie tam inne synonimy rozbierania na mniejsze części. Przed oczami Ksantypy staje tożsama sytuacja z jednego z odcinków „Przyjaciół”, kiedy Joe na oczach Chandlera oblizuje łyżeczkę i wrzuca ją do szuflady. Na tym oblizywanie i używanie wspólnych rzeczy się nie kończy:

Taka to oto sytuacja. Życie jednak szybko pokazuje nam, że włożenie oblizanego sztućca do czystych jest gównianym problemem. Bo większym jest to, jak długo potrafi gniewać się Pieszczoszek (płci męskiej) po „niewielkiej” zmianie zdania przez Ksantypę, co do podjętych wcześniej ustaleń. Należy pamiętać jedno, że w męskim wykonaniu GNIEW to GNIEW, a nie FOCH! Ale o tym może już kiedy indziej 🙂