Gdy biust mi na oczy padł

Bycie w związku to wiele wyzwań. Jak już wspominałam – także wiele kompromisów. Z dnia na dzień przekonuję się również, że związek generuje pewną irracjonalność w moich zachowaniach, których do tej pory nie znałam. I na pewno faceci i kobity są z dwóch różnych planet. Słodki boziu – jak tu żyć i nie zwariować!

Kobiecy irracjonalizm, to coś tak oczywistego, jak oczywista jest sama irracjonalność 😉

Mężczyźni nas nie rozumieją bo dla nich nasze postępowanie i przemyślenia są zakręcone, jak świński ogon. My ich nie rozumiemy, bo ich racjonalność i prostota jest tak kosmiczna, że wręcz nie do ogarnięcia. Bardzo często SZCZEROŚĆ (w męskim rozumieniu) – odbieramy jako dolewanie oliwy do ognia.

Mistrzostwem u nas kobiet jest wspinanie się na wyżyny SAMOWKURWIENIA. I nikt inny nie jest nam w stanie pomóc w tej wspinaczce tak, jak mężczyzna.

Reakcja nieadekwatna do bodźca (pieprzyć bodziec)

Lawina nie schodzi sama – zawsze jest jakiś zewnętrzny czynnik! W moim przypadku był to – BIUST. Oczywiście nie mój.

Sobota wieczór – każde z nas miało swoją imprezę. Ja spotkanie klasowe, on – wyjście z kolegami. Ja przyjechałam na piwo, on – przyjechał samochodem. 1:0 dla mnie 😉

W pewnym wieku większość imprez kończy się wcześniej niż kiedyś. Umowa była taka, że jeśli mi się nie przedłuży, to około 23 wrócimy razem. Ponieważ ja imprezowanie skończyłam wcześniej, przyszłam po moją drugą połowę.

Wchodzę i widzę – z jednej strony stolika siedzi kilku kolegów mojego kochanie, a z drugiej – moje kochanie z bardzo ładą blondynką o obfitych, wystawionych na pokaz atutach. No diabeł mnie przeskoczył i to tak, że poczułam kopnięcie kopytem. Zazdrość zazdrością – jest to uczucie, które do tej pory raczej było mi obce, tudzież bardzo sporadyczne, ale są sytuacje, w których człowiek nie jest w stanie zapanować nad mimiką własnej twarzy – „zaskoczenie” maluje się na niej odblaskowym zakreślaczem 😉 To była właśnie ta sytuacja. I tu zaczęłam się wspinać. Fakt, że ładna koleżanka była z narzeczonym – nie miał żadnego znaczenia.

Biust wrył się w moją świadomość, jak wykuty z kamienia. Przysłonił obraz rzeczywistości, jak kurtyna w teatrze. Gdy usiadłam obok i zobaczyłam, że ładna blondynka, ma nie tylko „podwójne duże niebieskie oczy”, ale góra od jej ubioru kończy się z granicą jej pośladków, a kolejnej części brak, włączyło się przyspieszenie rakietowe. Taki impuls plus spożyty alkohol i człowiek wbiega na Mount Everest.

Ponieważ coraz lepiej idzie mi puszczanie focha (z czego wcale nie jestem dumna i tego nie pochwalam, no ale…) – włączył się, więc wspólnie z nim opuściliśmy lokal. Ogólnie nie byłoby może tak źle – przespałabym się z tym biustem, może wyciszyła na kacu – i do przeżycia, ale NIE!!! Tu włączyła się męska szczerość. Gdy moje kochanie zaczęło dorzucać stopniowo hasła typu:

– No nie rozumiem o co Ci chodzi. Trzy razy zmienialiśmy stolik, i jakoś tak zawsze wychodziło, że siadała koło mnie
– No fajnie się z nią rozmawia, jest bardzo sympatyczna
– Zawsze się tak ubiera na imprezy

niszczarka do papieru zmieniła się w prasę do złomu. Dlaczego mężczyźni aż tak nas nie rozumieją. Szczegóły zachowam już dla siebie, ale kolejne bodźce wywołały reakcję ciężką do ogarnięcia.

Gdy już emocje opadły i zaczęła się sensowna analiza sytuacji – wniosek wcale mi się nie spodobał. Nie będę ukrywać, że chodziło o taką zwykłą kobiecą zazdrość (i o biust), bo widok tej dziewczyny sprawił, że poczucie mojej wartości poleciało na łeb na szyję. Takiego biustu nigdy nie będę miała – bo natura nie dała, a funduszy na zmianę decyzji natury – brak, ale chyba muszę popracować nad poczuciem własnym.

No to się wyżaliłam i tak na koniec z zupełnie innej beczki – przez całe życie doświadczamy czegoś nowego. Na przykład kichnięcia, gdy wisimy na skoczka nad publicznym sedesem – nie polecam!