Z nutą nostalgicznej poezji

Już nie raz pisałam, że tęsknię za czasami mojego dzieciństwa. Za latami, w których, poza rodzicami, wychowywało nas podwórko. Za godzinami siedzenia w koniczynie i pleceniem wianków – nikomu jakoś kleszcze nie właziły wtedy do tyłka. Za tym, że u żadnego dziecka, koń czy krowa nie budziły zaskoczenia. Za żuciem liści szczawiu i podjadaniem malin sąsiadce. Za błogim dzieciństwem bez problemów z glutenem i wolniej obracającymi się wskazówkami zegarów.
(więcej…)